Strony
Polecamy
1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208
Polecane
noclegi bydgoszcz , mieszkania Białystok , miodChmura
bardzo bardzo mówiła się
Nic, mamo, dobrze odpowiadał stereotypowo, nie zastanawiając się już nad znaczeniem słyszanych i wymawianych słów, jak przy wyrazach: dzień dobry, do widzenia, moje uszanowanie. No, to chwała Bogu! Mówiła staruszka. Chwilę stały jeszcze, wpatrując się zawsze w jej ręce i w robotę, jaką w nich miała, i wreszcie powiadał: Już dziesiąta, mamo, czas spać. Czas, czas. Ale i ty, dziecko, nie siedź długo. I wtedy, odkładając na stolik robotę, wsuwała swoją pomarszczoną, powykrzywianą rękę w jego dłoń, a kiedy syn zginał się zupełnie dla ucałowania jej, drugą ręka odchylała mu nieco głowę i składała pocałunek na jego czole. Tak bywało prawie zawsze. Czasem jednakże wizyta u matki przeciągała się znacznie dłużej.
Bywało to wtedy, kiedy staruszka swoim bystrym okiem kochającej matki z miny syna, z fałd na czole, z zamąconego spojrzenia odgadywała, że Modliński ma jakieś zmartwienie lub że mu czegoś ciężko. Wówczas po zwykłej, codziennej wymianie słów ujmowała obu dłońmi jego rękę i mówiła jak do dziecka: No, no i cóż tam takiego? Czasami syn, nieusposobiony do zwierzeń, odpowiadał: Nic, mamo i staruszka wzdychała tylko głębiej i dłużej i serdeczniej całowała głowę syna. Częściej jednakże po słowach matki Modliński pocierał dłonią czoło, jakby w zadumie głębokiej, kilka razy przechodził wzdłuż pokoju i wreszcie siadał przy staruszce na wysokim podnóżku, używanym przy zapalaniu lampki przed obrazem.
Strona 199
Spis nowel
Zajrzyj na
Losowy fragment
Z pensji wyszłam naiwną, prawie głupią. Pomimo braku jakichkolwiek specjalnych zdolności oddano mnie do konserwatorium, ponieważ mama uważała, na co się i ojciec w końcu zgodził, że mając talent w ręku, łatwiej w życiu zrobię karierę, co przy braku posagu wydawało się niezbędnym. Byłam na trzecim kursie, mogłam mieć lat wtedy z osiemnaście, kiedym poznała jego...