Strony


Polecamy

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208

Polecane

alveo , 1% podatku , fotografia ślubna kraków

Chmura

Stosunki zazdrośni lepiej nad

Nie bawiłam się nigdy tak dobrze, jak wówczas. Miałam już dwadzieścia dziewięć lat, kiedy na którymś publicznym balu zaczął mi asystować jakiś aptekarz, który miał sobie właśnie kupić aptekę. Po kilku wieczorach jego asysty rozmawiałam o nim z mamą Ach tak... Ten aptekarz!...  Rzekła z lekkim jeszcze grymasem, Zresztą pamiętaj, moje dziecko, że sferę, dom, tworzy zawsze kobieta, choćby była aptekarzową. Ale już po kilku tygodniach przekonałam się, że mój wielbiciel ma, co prawda zamiar ożenić się i kupić sobie aptekę, ale choćby za parę tysięcy... Mojego posagu, których naturalnie nie miałam. Mama była zła i oburzona, jak jeszcze nigdy, ale tym razem wolała tryumfować: Zawsze mówiłam, że to nie nasza sfera! Aż nadszedł dzień, że skończyłam lat trzydzieści., Powiedziałam to mamie. Ale mama rozgniewała się tylko i krzyknęła: Ani się waż wspominać o tym, nawet mnie! Od tego roku zaczął się już okres wybiegów i wykrętów, kiedy tylko chodziło o jakieś daty.

Musiałam pamiętać, że nie pamiętam wojny francusko pruskiej niektórych koleżanek, dawnych profesorów i dyrektora konserwatorium. Mama zaczęła się znowu pudrować i sztucznie odmładzać dla mnie. Poczęłam unikać niektórych kobiet, moich niegdyś rówieśnic, teraz mężatek i matek czasem licznego potomstwa, z którymi byłam na ty. Zbliżałam się i przyjaźniłam z podlotkami niemal. Znowu ubocznie doszła mnie wiadomość o panu Franciszku, że kupił już gdzieś aptekę, że ma pięcioro dzieci, i że właśnie najstarszą córeczkę odwiózł do Warszawy na pensję...


Strona 36

Zajrzyj na

Losowy fragment


Miał pełno kasztanów po kieszonkach i najwidoczniej zabierał się do ograbienia ze znalezionego swojej lilipuciej siostrzyczki. Nieco z dala za nimi podchodziła jakaś poważniejsza para. Rzuciłam okiem i poznałam go od razu. Roztył się, trochę osiwiał, zmienił. Nie widziałam go przecież od tamtego czasu, kiedy były róże... Żona jego, szczupła, mała kobiecinka, już ubrana jak babcia, chociaż jeszcze nie stara. Zajęci wnukami nie dostrzegli mnie wcale. Nogi zachwiały się pode mną, musiałam usiąść na ławce.