Strony


Polecamy

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208

Polecane

Mieszkania Olsztyn , wyposażenie łazienek , city light

Chmura

Alassio zawodu wyrazów byli

Więc powtarzał, jąkając się i niemożliwie przekręcając. Sama nie umiała na książce, ale jakimś dziesiątym zmysłem potrafiła odgadywać, czy jej chłopak nie oszukuje i czy sylabizuje dobrze. Najczęściej ten egzamin kończył się sądnym dniem dla Wicka: były w robocie kościste pięści matki, pasek ojca, czasem miotła, czasem polano drzewa. Teraz jedynym zawołaniem chłopca z podwórza stało się: Wicek, gałganie jeden! A nie weźmiesz ty się do książki! Gdyby nie silny opór chłopca i zajęcia przy porządkach W kamienicy, które odrywały Marcinową od izby, byłaby go trzymała cały dzień nad książka.

Nie pomagały nawet napomnienia samego starszego pana, który, stropiony taką metoda pedagogiczną, starał się powstrzymywać zbytni zapał matki. Marcinowa obcałowywała go po rękach, podejmowała za nogi, nazywała świętym, królem złotym, Jezusiczkiem, ale na Zakończenie jeszcze go błagała, żeby chłopaka prał, co wlezie, bo tego szelmę, gałgana tylko kijem można do książki napędzić. Systemu swego była niezachwianie pewna i stosowała go tak skutecznie, że już nie było prawie dnia, żeby z izdebki stróżowskiej nie rozlegały się na cały dom lamenty katowanego chłopaka.


Strona 83

Zajrzyj na

Losowy fragment


Z pensji wyszłam naiwną, prawie głupią. Pomimo braku jakichkolwiek specjalnych zdolności oddano mnie do konserwatorium, ponieważ mama uważała, na co się i ojciec w końcu zgodził, że mając talent w ręku, łatwiej w życiu zrobię karierę, co przy braku posagu wydawało się niezbędnym. Byłam na trzecim kursie, mogłam mieć lat wtedy z osiemnaście, kiedym poznała jego...