Strony


Polecamy

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208

Polecane

piezometry , nieruchomości Gdańsk , szkolenia z rachunkowości

Chmura

były wtedy praktyczna podtrzymać

Toteż Wicek z urwisowatego łobuza, umiejącego, z jakim takim sprytem radzić sobie na podwórzu i w zajęciach stróżowskich, zamieniał się powoli w zahukanego gamonia o wylękłym spojrzeniu gapiowatych oczu. Niewiele rozumiał z tego, czego się uczył, a tylko nieustannym powtarzaniem wpychał sobie gwałtem narzucane pojęcia. Po roku starszemu panu trochę się uprzykrzyły lekcje i nieustanne konferencje z Marcinową. Uznał, że chłopiec dość już umie i że można by go było gdzieś oddać, np. do ogrodnika.

Ale Marcinowa nie chciała o tym nawet słuchać: jej Wicuś musi być koniecznie doktorem albo adwokatem, albo nawet księdzem. Narady z maglarką, sklepiczarką, a nawet żona samego pana rządnego wydały nieodwołalny wyrok: musi do szkoły i to nie do byle, jakiej, ale do samej gimnazji. Starszy pan, znużony śmiertelnie wzmożoną serią padań do nóg, hałaśliwych lamentów, królów zło tych i Jezusiczków, na odczepnego obiecał umieścić chłopca W gimnazjum. I poszedł Wicek do gimnazjum.


Strona 84

Zajrzyj na

Losowy fragment


Przejeżdżał jakiś tramwaj, prawie pusty. Wskoczyliśmy prędko, nie pytając nawet, dokąd jedzie. Zajechaliśmy na Pragę. Pociągnął nas park. Weszliśmy tam, od razu zmierzając do najodludniejszego zakątka. Nareszcie byliśmy sami. Zaczęłam mu winszować. Całował mnie po ręku, ale pierwsza chwila już przeszła i przepadła: tam, w kościele, byłabym pierwsza rzuciła mu się na szyję.