Strony


Polecamy

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208

Polecane

wytaczarki , fotele biurowe , Prywatna opieka medyczna

Chmura

potrafi Alassio że się

Bo teraz biedna Marcinowa coraz częściej miała Słuszne powody do lamentów. Ze śmiercią starszego Pana usunęła jej się jedyna podpora w pchaniu Wicka e naprzód. On go ubierał, on płacił wpisy i książki, on swoimi stosunkami przepychał go z klasy do klasy. I nagle urwało się wszystko. Na Marcinową spadły kłopoty prawie nie do zwalczenia. Ale nie ugięła się. Nie było redakcji, nie było instytucji, nie było zamożniejszej w mieście osoby, znanej z filantropii, do których by nie trafiła Marcinowa w pogoni za wpisem, za zapomogami, za książkami i ubraniem. Całymi godzinami Wystawała w sieniach i przedpokojach, wyprawiała głośne lamenty, nudziła, stawała się natrętna aż wreszcie dawano jej coś na odczepne. Co kilka dni biegała do szkoły to wypraszać jakieś stopnie, to błagać o poprawki. Padała wszystkim do nóg, wycałowywała po rękach nawet woźnych modliła się do wszystkich i za wszystkich, zsyłając tysiące łask niebieskich za wypraszane ulgi. W końcu W całej szkole znano, jak zły grosz, starą d Burakową zrobiła się postrachem wszystkich profesorów i przedmiotem żartów. Jej to nie zrażało. Molestowania jej okazywały się najczęściej skutecznymi, a o to przecież chodziło. Wicek przepychał się jakoś z klasy do klasy, świetna kariera była coraz bliższa.

Co prawda i on stał się trochę przedmiotem drwin i uszczypliwych docinków: miał opinię konowała, gamonia, tępego, ma zresztą dość porządnego chłopca. Kiedy dostawał dwójkę, w klasie rozlegały się docinki: Nic, nic, nie bój się, przyjdzie mamusia i wszystko będzie dobrze kiedy stawano stopień zadowalający, wołano: Burakowa dostała trójkę!


Strona 89